W Polsce w XIX wieku, zważywszy na kontekst historyczny, w literaturze przeważały dwa tematy: niewola i walka o niepodległość. Twórczość literacka była więc w dużej mierze podporządkowana obowiązkom patriotycznym, a czynniki polityczne i społeczne często przeważały nad estetyką utworów. W romantyzmie sztuka miała być tyrtejska, martyrologiczna, pojmowana niemal jako czyn etyczny. Nad szczerym śmiechem czy żartem górowała raczej gorzka ironia w spojrzeniu na zastaną rzeczywistość. Czy w takich okolicznościach Polakowi wypadało się jeszcze śmiać?

„Demonek śmiechu” w ponurej epoce

Właśnie w tej epoce pojawił się Aleksander Fredro – niezwykła postać polskiego romantyzmu i komediopisarz, który tworzył utwory mające przede wszystkim wywołać śmiech. Należy się zgodzić z Tadeuszem Boyem-Żeleńskim, który pisał o Fredrze, że: „dość osobliwy był kaprys losu, który nam zesłał tego demonka śmiechu w najbardziej ponurej dobie naszego życia narodowego” . Rzeczywiście, jego twórczość przypadła na czasy, w których ciągle można było zadawać sobie pytanie, czy Polakowi wypada się jeszcze śmiać.

Co ciekawe, mimo dominującego w literaturze nastroju komedia pozostawała w XIX wieku jednym z najpopularniejszych gatunków granych na scenach i gromadziła ludzi w teatrach. Choć uznawano ją za gatunek artystycznie mniej doskonały, mogła – jak pisze Dobrochna Ratajczakowa – stać się swoistym „lekiem na chorobę niewoli” i melancholię zarówno jednostek, jak i całego społeczeństwa. Pozwalała bowiem choć na chwilę wywołać złudzenie normalności.

Komedia przedstawiała zwyczajnych ludzi – śmiesznych, chaotycznych, niemądrych, ograniczonych czy zagubionych, których zachowanie wywoływało śmiech odbiorców. Wszystko, co działo się z bohaterami, wynikało przede wszystkim z ich własnej woli, decyzji i postępków. Sami wikłali się w intrygę. Inaczej niż w tragedii, gdzie postacie często były z góry skazane na klęskę, ponieważ ciążyła nad nimi wyższa siła decydująca o ich losie. Komedia zawsze dążyła do szczęśliwego zakończenia. Bohaterowie mogli popełniać błędy, wikłać się w coraz bardziej absurdalne sytuacje i ujawniać swoje najgorsze cechy, ale ostatecznie świat nie zmierzał ku katastrofie – może właśnie dlatego śmiech był wówczas tak potrzebny.

Komedia nie zawsze miała tylko bawić

Zanim jednak na scenie pojawił się Fredro, komedia przeszła długą drogę. Jej szczęśliwy finał dobrze pasował do oświeceniowej wizji świata, opartej na racjonalizmie, dydaktyzmie i moralizatorstwie. Dzięki przedstawianiu konkretnych typów bohaterów, często wręcz stereotypowych, komedia była niezwykle popularna w latach 1765–1822. Później stała się jednak obiektem krytyki kolejnej epoki – romantyzmu.

Już od czasów Szekspira gatunek zaczął się przekształcać. Tematykę poważną łączono ze śmieszną, akcja coraz bardziej naśladowała rzeczywistość, a bohaterowie stawali się bardziej realistyczni. Molier zapoczątkował natomiast nowy wzór akcji oparty na konflikcie między dwiema grupami. Jedną tworzyli zazwyczaj młodzi zakochani, którzy chcieli być razem, drugą – osoby próbujące udaremnić ich miłość. Widać to dobrze w Skąpcu, gdzie przez większość utworu przewagę mają rodzice, ale w finale intryga się odwraca i zwycięża miłość młodych bohaterów. Fredro znał te tradycje i chętnie z nich korzystał. Żadna z nich nie zdominowała jednak całkowicie jego pisarstwa.

Fredro robi to po swojemu

Komediopisarz nawiązywał do dydaktycznej komedii oświeceniowej, farsy czy melodramatu, ale żadnego z tych wzorców nie realizował w czystej postaci. Nie chodziło mu przede wszystkim o dydaktyzm. Jego komedie miały bawić i śmieszyć. Jeżeli wychowywały, to – jak piszą Witkowska i Przybylski – „wyłącznie w takim sensie, w jakim śmieszność jest orężem przeciwko głupstwu” .

Fredro wykorzystywał także teatralną metaforę rzeczywistości – świata jako teatru. W jego utworach ludzie nieustannie odgrywają jakieś role, próbują kreować siebie przed innymi, ukrywają swoje prawdziwe zamiary, wikłają się w intrygi, a czasem sami padają ofiarami stworzonego przez siebie przedstawienia. Wystarczy spojrzeć na jego najbardziej znanych bohaterów. Cześnik i Rejent z Zemsty wikłają się w absurdalny konflikt o mur, Papkin kreuje się na odważnego bohatera, którym w rzeczywistości nie jest, a postacie ze Ślubów panieńskich próbują kierować uczuciami własnymi i innych. To właśnie zwyczajny człowiek – ze swoimi wadami, śmiesznostkami i słabościami – interesował Fredrę najbardziej.

Pisarz osobny

Fredro różnił się od wielu pisarzy tworzących w jego czasach, ponieważ nie podążał za najważniejszymi dziewiętnastowiecznymi schematami literackimi. Pozostał pisarzem osobnym. I rzeczywiście trudno znaleźć dla niego oczywiste miejsce obok Mickiewicza czy Słowackiego. Kiedy inni romantycy tworzyli bohaterów samotnych, zbuntowanych i gotowych poświęcić się za naród, Fredro przyglądał się codzienności. Interesowały go ludzkie przywary, konflikty, miłość, małżeństwo, pieniądze i wszystkie drobne sprawy, które – niezależnie od wielkiej historii – nadal wypełniały życie zwyczajnych ludzi.

Nie oznacza to jednak, że jego komedie były zupełnie oderwane od czasów, w których powstawały. Wręcz przeciwnie. Ich popularność pokazuje, że nawet w epoce niewoli, smutku i buntu ludzie potrzebowali śmiechu. Fredro też pokazywał idealnie realia XIX wieku i mentalność ówczesnego społeczeństwa.

Czy Polakowi wypadało się śmiać?

Komedia zajmowała więc w romantyzmie miejsce dość paradoksalne. Nie należała do gatunków najlepiej odpowiadających romantycznej hierarchii wartości, a jednocześnie cieszyła się ogromną popularnością wśród teatralnej publiczności. Pozwalała oderwać się od ponurej rzeczywistości, spojrzeć z dystansem na ludzkie słabości i – choćby na chwilę – odzyskać poczucie normalności. Na tym tle Aleksander Fredro rzeczywiście wydaje się niezwykłą postacią polskiego romantyzmu – komediopisarzem, który tworzył utwory mające wywoływać śmiech w epoce niewoli, smutku i buntu. Może więc pytanie nie powinno brzmieć, czy Polakowi w tamtych czasach wypadało się śmiać, ale czy właśnie wtedy nie potrzebował tego śmiechu najbardziej.


O autorze

Sandra Kozłowska

Sandra Kozłowska

współpracowniczka

Nauczycielka języka polskiego, studiuje filologię polską na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie. Interesuje się literaturą, szczególnie twórczością Aleksandra Fredry. Chętnie podróżuje po świecie…