Rok 2026 bez wątpienia należy do „Lalki”. Jedna z najważniejszych powieści Bolesława Prusa po niemal pięćdziesięciu latach od ostatniej serialowej ekranizacji doczekała się aż dwóch nowych adaptacji, których premiery dzielą zaledwie dwa tygodnie. 16 września na platformie Netflix zadebiutował sześcioodcinkowy serial w reżyserii Pawła Maślony, natomiast 30 września na ekrany kin trafi film Macieja Kawalskiego. Dwie produkcje, dwie obsady i – jak się okazuje – dwa zupełnie różne pomysły na odczytanie tej samej powieści.
"Lalka" na ekranie
Ta historia o realiach dziewiętnastowiecznej Warszawy i ówczesnym społeczeństwie widnieje na liście lektur obowiązkowych w szkole nie od dziś, dlatego prawie każdy Polak ją zna albo chociażby o niej słyszał. Czy po poprzednich ekranizacjach może nas coś jeszcze zaskoczyć? Po obejrzeniu netflixowej „Lalki” okazuje się, że tak…
W historii polskiego kina powieść Prusa doczekała się już dwóch głośnych ekranizacji. Jedną z nich jest film „Lalka” Wojciecha Jerzego Hasa z 1968 roku z Beatą Tyszkiewicz w roli Izabeli Łęckiej. Stanisława Wokulskiego grał wówczas Mariusz Dmochowski. Natomiast w 1978 roku TVP wyemitowała serial „Lalka” Ryszarda Bera z 1977 roku. W rolach głównych wystąpili: Jerzy Kamas (jako Wokulski) oraz Małgorzata Braunek (jako Łęcka). Dziewięcioodcinkowa produkcja pozwoliła twórcom dokładniej odtworzyć fabułę i zachować wiele wątków obecnych w literackim pierwowzorze, przez co uchodzi za ekranizację wierną powieści Prusa.
Izabela Łęcka emancypantką?
Na tym tle najnowsza „Lalka” Pawła Maślony stanowi zupełnie inną propozycję. Tym razem twórcy nie próbują bowiem wiernie przenieść powieści na ekran – świadomie traktują ją jako punkt wyjścia do opowiedzenia własnej historii. Netflix pokazuje na ekranie nową wersję „Lalki”, tylko bazuje na wątkach z utworu. W roli Izabeli Łęckiej możemy zobaczyć Sandrę Drzymalską, natomiast Stanisława Wokulskiego gra Tomasz Schuchardt. Widza może zaskoczyć już pierwsze kilkanaście minut pierwszego odcinka serialu, w którym Łęcka udaje się na wykład Elizy Orzeszkowej i w rozmowie z pisarką zdradza, że chce pisać w słynnej gazecie „Bluszcz” pozytywistyczne teksty. Nie ma takiej sceny w książce, tak samo jak w powieści nie spotykamy autorki „Nad Niemnem”. Przecież Izabela nie miała pojęcia o otaczającej ją rzeczywistości, a to, że ludzie musieli pracować, uważała za karę za ich grzechy. W serialu natomiast bohaterka jawnie buntuje się przeciwko ojcu, chce zająć się majątkiem, o czym nie ma pojęcia. Chce wykonywać „pracę organiczną” poprzez pisanie artykułów, dlatego pragnie wyjechać do Paryża, aby tam zaobserwować, jak wygląda świat. Na Netflixie widzimy Łęcką jako arystokratkę, która pragnie zmian i kreuje się na prawdziwą emancypantkę, co jest niezgodne z powieścią.
Bohaterowie napisani na nowo
Zmiany nie ominęły również pozostałych bohaterów. Serialowy Stanisław Wokulski wciąż jest przedsiębiorczym kupcem, który zdobył majątek na wojnie i bez pamięci zakochał się w Izabeli Łęckiej. Twórcy znacznie mocniej eksponują jednak jego obsesję na punkcie arystokratki – uczucie bohatera staje się bardziej gwałtowne i bezpośrednie, a on sam traci część subtelności znanej z powieści Prusa. Nie widzimy w nim za dużo romantyka, pozytywisty, idealisty czy człowieka nauki, jakim był w powieści, lecz dostrzegamy jedynie „stalkera” Izabeli, który pragnie się dowiedzieć wszystkiego o niej, a sam jest cichy i tajemniczy.
Jeszcze dalej od literackiego pierwowzoru odchodzi historia Ignacego Rzeckiego. Stary subiekt nadal pozostaje wiernym przyjacielem Wokulskiego, jednak twórcy dopisują mu zupełnie nowy wątek miłosny. Rzecki zakochuje się w Mariannie, byłej prostytutce, którą Wokulski zatrudnia jako pokojówkę w domu Łęckich, aby zdobywała dla niego informacje o Izabeli. Takiego wątku próżno szukać na kartach powieści Prusa.
Adaptacja czy już zupełnie nowa historia?
To tylko kilka przykładów pokazujących, że twórcy nie ograniczyli się do skracania czy uwspółcześniania „Lalki”, lecz miejscami zdecydowali się napisać losy jej bohaterów niemal od nowa. Należy więc zadać sobie pytanie, czy tak przedstawiona historia jest dla nas dzisiaj wartościowa? Nowa „Lalka” może zainteresować współczesnego widza i zachęcić go do ponownego sięgnięcia po powieść Prusa. Problem pojawia się jednak wtedy, gdy serial zaczyna być traktowany jako jej zastępstwo. Niejeden polonista może dziś obawiać się, że maturzysta, który, zamiast przeczytać lekturę, obejrzy jedynie produkcję Netflixa, zapamięta wydarzenia, których w literackim pierwowzorze nigdy nie było. Przy tak daleko idących zmianach nietrudno później o pomyłkę, która na maturze może okazać się szczególnie kosztowna.
Czy zatem Prus dziś rozpoznałby w serialu Pawła Maślony swoją „Lalkę”? Zapewne odnalazłby w niej znajome nazwiska, miejsca i problemy, ale losy niektórych bohaterów mogłyby go mocno zaskoczyć. Serial najlepiej więc potraktować nie jako ekranowy odpowiednik powieści, lecz jako współczesną i bardzo swobodną interpretację klasycznego dzieła. Na pewno jest to coś zaskakującego i nowego, ale czy potrzebnego? Na to pytanie każdy widz musi odpowiedzieć sobie sam.
Foto: Netflix, mat. pras.
Źródła:
- https://pl.wikipedia.org/wiki/Lalka_(serial_telewizyjny_1977)
- https://www.filmweb.pl/film/Lalka-1968-1174
- https://pl.wikipedia.org/wiki/Lalka_(film_1968)
- https://www.filmweb.pl/serial/Lalka-1977-35878
- https://www.filmweb.pl/serial/Lalka-2026-10087654
- https://www.filmweb.pl/film/Lalka-2026-10057628
