Wydarzenia pod gmachem Trybunału Konstytucyjnego przy alei Szucha z 14 października 2026 roku nie były odosobnionym incydentem ulicznym, lecz fizyczną kulminacją ponad dekady rozpadu jednolitości polskiego porządku prawnego. To moment, w którym spór prawniczy prowadzony dotąd na poziomie uchwał, kodeksów i wykładni akademickich zderzył się z fizyczną barierą policyjną i demonstrantami blokującymi wejście do konstytucyjnego organu państwa. Aby pojąć istotę tej konfrontacji, należy prześledzić etapy, które doprowadziły polskie instytucje do tego punktu.

Etap 1: Grzech pierworodny i narodziny podwójnego składu (2015–2016)

Źródło konfliktu sięga schyłku rządów koalicji PO-PSL jesienią 2015 roku. Odchodząca większość sejmowa uchwaliła ustawę, która pozwoliła jej wybrać pięciu nowych sędziów Trybunału Konstytucyjnego, w tym dwóch na miejsca, które zwalniały się dopiero po rozpoczęciu kadencji nowego parlamentu. Krok ten został powszechnie uznany za próbę zabezpieczenia wpływu na sąd konstytucyjny przed przewidywaną porażką wyborczą.

Po przejęciu władzy przez Prawo i Sprawiedliwość nowa większość sejmowa postanowiła unieważnić cały proces. Prezydent odmówił przyjęcia ślubowania od całej piątki wybranej przez PO, a Sejm błyskawicznie wybrał na ich miejsca pięciu własnych kandydatów, od których prezydent odebrał przysięgę w nocy. Następnie urzędujący wówczas skład Trybunału orzekł, że wybór trzech sędziów dokonany przez PO był prawidłowy, natomiast dwóch kolejnych – niezgodny z konstytucją.

Powstał wówczas nierozwiązany do dziś węzeł: legalnie wybrani sędziowie nie zostali zaprzysiężeni, a osoby wybrane na ich miejsca przez PiS (nazwane w dyskursie sędziami-dublerami) zostały wprowadzone do orzekania. Oznaczało to zakwestionowanie fundamentu działania instytucji od samego początku nowej kadencji.

Etap 2: Instytucjonalne okopanie i orzeczniczy bunt (2016–2023)

Przez kolejne siedem lat Trybunał Konstytucyjny pod nowym kierownictwem przeszedł głęboką transformację kadrową i orzeczniczą. W jego skład weszli dawni politycy obozu rządzącego, a sam organ zaczął wydawać rozstrzygnięcia bezpośrednio ingerujące w politykę państwa oraz relacje z Unią Europejską, m.in. podważając prymat orzecznictwa europejskiego nad krajowym prawem.

Równolegle narastał opór w samym środowisku sędziowskim oraz na arenie międzynarodowej. Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu oraz Sąd Najwyższy w Warszawie wydały orzeczenia wskazujące, że składy Trybunału z udziałem osób wybranych na zajęte już miejsca nie spełniają wymogów niezawisłego sądu ustanowionego ustawą.

Dla części obywateli i prawników wyroki TK stały się ostatecznym, niepodważalnym prawem, dla innych – rozstrzygnięciami pozbawionymi mocy prawnej. Pod koniec tego etapu konflikt przeniósł się nawet do wnętrza samego Trybunału, gdzie sędziowie podzielili się w sporze o to, kiedy formalnie wygasła sześcioletnia kadencja prezesury Julii Przyłębskiej.

Etap 3: Próba resetu i instytucjonalna wojna pozycyjna (2024–2026)

Zmiana większości parlamentarnej pod koniec 2023 roku doprowadziła do otwartego zakwestionowania obecnego kształtu Trybunału przez rząd i Sejm. Nowa koalicja przyjęła uchwały uznające status dublerów za nieistniejący i zaczęła przygotowywać pakiety ustawowe mające zreformować ustrój sądu konstytucyjnego, wprowadzając m.in. wymóg wyboru sędziów większością 3/5 głosów w celu wymuszenia kompromisu politycznego.

W odpowiedzi władze Trybunału Konstytucyjnego oraz urząd Prezydenta RP zablokowały te inicjatywy. Ustawy reformujące trafiły do kontroli prewencyjnej w samym TK, co zamroziło proces legislacyjny. Rząd zaczął wstrzymywać publikację wyroków TK lub dodawać do nich adnotacje o wadliwości składów, a w kasie państwa zablokowano środki na funkcjonowanie instytucji w dotychczasowej formule. Obie strony przestały wzajemnie uznawać swoje akty prawne, doprowadzając państwo do stanu faktycznej dwuwładzy orzeczniczej.

Etap 4: Eskalacja z 14 października 2026 roku – wejście w przestrzeń fizyczną

Punktem zwrotnym stała się próba objęcia funkcji przez nowego sędziego Macieja Berka, wybranego przez parlament we wrześniu 2026 roku. Wobec odmowy przeprowadzenia uroczystości zaprzysiężenia w Pałacu Prezydenckim, sędzia złożył ślubowanie w Sejmie, odczytując formułę w obecności marszałka izby. Kancelaria Prezydenta uznała tę procedurę za całkowicie bezskuteczną i nieważną, a prezes TK Bogdan Święczkowski zadeklarował, że nie dopuści go do orzekania.

Pod gmach sądu przy al. Szucha ściągnęli demonstranci i politycy opozycji, którzy utworzyli kordon i rozstawili barierki, aby uniemożliwić nowemu sędziemu wejście do budynku. Sytuacja wymusiła interwencję policji, która przystąpiła do siłowego udrażniania dojazdu i wejścia. Wokół budynku doszło do szarpaniny, przepychanek i wyrywania ogrodzeń. Chociaż policjanci zabezpieczyli korytarz wejściowy, sam spór nie zniknął za drzwiami urzędu – wewnątrz gmachu władze TK fizycznie odmówiły udostępnienia gabinetu i włączenia nowego sędziego do grafiku orzeczniczego. Fizyczna walka o barierki przed budynkiem stała się materialnym odzwierciedleniem głębokiego rozłamu w prawie.

O co w istocie toczy się spór

Aby zrozumieć ten spór bez zagłębiania się w żargon prawniczy, warto spojrzeć na dwie całkowicie sprzeczne opowieści o prawie i państwie, którymi posługują się zwaśnione obozy.

Perspektywa rządu i obecnej większości sejmowej

Strona rządowa stoi na stanowisku, że dom zbudowany na wadliwym fundamencie grozi zawaleniem i nie można udawać, że wszystko jest w porządku. Z ich punktu widzenia w 2015 roku doszło do bezprawnego obsadzenia stanowisk sędziowskich przez osoby nieuprawnione, a Trybunał przez kolejne lata został przekształcony w polityczny bastion służący wyłącznie blokowaniu decyzji demokratycznie wybranego parlamentu.

W tej optyce prezydent nie ma absolutnego prawa blokowania państwa poprzez odmowę odebrania przysięgi od sędziego, a samo ślubowanie jest obowiązkiem głowy państwa, a nie jej uznaniowym przywilejem. Gdy prezydent odmawia współpracy, parlament musi szukać nadzwyczajnych dróg przywracania praworządności, aby obywatele nie otrzymywali wyroków wydawanych przez sędziów bez mandatu. Policja pod gmachem nie działała zatem przeciwko instytucji, lecz usuwała nielegalną blokadę drogi publicznej, by umożliwić legalnie wybranemu urzędnikowi podjęcie obowiązków.

Perspektywa władz TK, Prezydenta RP i opozycji parlamentarnej

Druga strona opiera swoją narrację na bezwzględnej nienaruszalności procedur i stabilności instytucji. Twierdzi, że Konstytucja RP w sposób jednoznaczny i dosłowny stanowi, iż sędzia Trybunału składa ślubowanie wobec Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej, a nie w Sejmie ani przed marszałkiem. Przysięga złożona w korytarzu sejmowym jest w tym ujęciu prywatnym oświadczeniem bez jakiejkolwiek mocy prawnej.

Z tej perspektywy to działania rządu stanowią brutalny zamach na niezależność sądownictwa i próbę siłowego przejęcia ostatniego organu kontrolującego władzę wykonawczą. Wybór sędziów w 2015 roku uważają za dawno zamknięty i legalny fakt ustrojowy, potwierdzony wieloletnią praktyką orzeczniczą. Wszelkie próby wprowadzania sędziów za pomocą uchwał, omijania podpisu prezydenta czy używania policji do torowania wejścia do gmachu postrzegają jako jawne bezprawie, przed którym obywatele mają prawo protestować w ramach obywatelskiego oporu.

Konflikt ten dotyka każdego obywatela, ponieważ Trybunał decyduje o sprawach fundamentalnych: od stawek podatków i zasad dziedziczenia, po prawa socjalne, prawo karne czy ordynacje wyborcze. W sytuacji, gdy połowa sędziów w kraju uznaje wyroki danego sądu za wiążące, a druga połowa uważa je za nieistniejące świstki papieru, jednostka traci pewność, jakie prawo faktycznie obowiązuje na terytorium państwa.

Kwestia spornaStanowisko rządu i obecnej większości parlamentarnejStanowisko Prezydenta RP, władz TK i obecnej opozycji
Rola i mandat TrybunałuTrybunał został upolityczniony i zdegenerowany wadliwymi powołaniami; bez usunięcia naruszeń prawa nie spełnia kryteriów niezależnego sądu.Trybunał jest legalnym, najwyższym organem konstytucyjnym stojącym na straży ustawy zasadniczej, a próby podważania jego statusu to zamach na ustrój.
Sędziowie wybrani w 2015 rokuMandat tzw. sędziów-dublerów jest od początku nieważny, ponieważ zostali wybrani na miejsca już wcześniej obsadzone zgodnie z prawem.Wybór sędziów z 2015 roku został sfinalizowany, a prezydent odebrał od nich ślubowanie; wygaszenie ich statusu uchwałami Sejmu jest bezprawne.
Formuła ślubowania sędziowskiegoOdebranie ślubowania to konstytucyjny obowiązek prezydenta, a nie prawo weta; obstrukcja ze strony Pałacu Prezydenckiego uzasadnia złożenie przysięgi w Sejmie.Art. 194 Konstytucji oraz ustawy wymagają złożenia ślubowania bezpośrednio wobec Prezydenta RP; przysięga przed marszałkiem Sejmu jest prawnie bezskuteczna.
Wydarzenia pod gmahem TK (14.10.2026)Działania policji były legalnym odblokowywaniem drogi publicznej i korytarza wejściowego, by umożliwić wybranemu sędziemu objęcie obowiązków.Interwencja policji była siłową ingerencją władzy wykonawczej w siedzibę niezależnego organu konstytucyjnego i pacyfikacją protestu obywatelskiego.
Moc wiążąca wydawanych wyrokówOrzeczenia wydane w składach z udziałem osób nieuprawnionych są dotknięte wadą prawną i nie muszą być automatycznie wdrażane przez sądy powszechne.Wszystkie wyroki TK są powszechnie obowiązujące i ostateczne (art. 190 Konstytucji), a rząd ma bezwzględny obowiązek ich publikacji bez przypisów.
Droga wyjścia z kryzysuWprowadzenie pakietu ustaw naprawczych, wybór sędziów większością 3/5 głosów oraz stopniowe wygaszanie wadliwych nominacji.Bezwzględne poszanowanie obecnych kadencji sędziów, zaniechanie nacisków na TK oraz ewentualna całościowa zmiana konstytucji w drodze konsensusu.

Kto ma rację?

W prawie konstytucyjnym nie ma prostej odpowiedzi na to pytanie, ponieważ obie strony sporu opierają się na odmiennych, wzajemnie zwalczających się koncepcjach państwa prawa. Obie mają w swoich wywodach mocne argumenty jurydyczne, ale obie mają też na koncie działania, które środowiska prawnicze uznają za naruszenie elementarnych zasad ustrojowych.

Gdzie rację ma rząd i obecna większość parlamentarna?

  • Pierwotne naruszenie zasad w 2015 r.: autorytety prawnicze, polski Sąd Najwyższy oraz międzynarodowe trybunały (przede wszystkim Europejski Trybunał Praw Człowieka w wyroku Xero Flor) potwierdziły, że prezydent nie miał prawa pominąć prawidłowo wybranych w 2015 r. sędziów i zaprzysiąc w ich miejsce osób wybranych przez PiS. Udział tych osób w orzekaniu sprawił, że Trybunał w wielu składach przestał spełniać definicję sądu ustanowionego ustawą.
  • Obowiązek naprawienia bezprawia: rząd słusznie argumentuje, że państwo prawa nie może opierać się na fikcji – orzeczenia wydawane z naruszeniem prawa narażają obywateli i państwo na odszkodowania oraz chaos w sądach powszechnych.
  • Obstrukcja instytucjonalna: zgodnie z utartą doktryną prezydent ma konstytucyjny obowiązek odebrać ślubowanie od osoby legalnie wybranej przez Sejm. Traktowanie ślubowania jako ukrytego „prawa weta” wobec wyboru parlamentu jest wypaczeniem roli głowy państwa.

Szukając drogi wyjścia z impasu, obóz rządowy sam sięga po metody wątpliwe konstytucyjnie. Podważanie ustaw uchwałami Sejmu, selektywne wstrzymywanie publikacji wyroków czy próba przeprowadzenia ślubowania sędziego w korytarzu sejmowym (zamiast przed prezydentem, jak literalnie nakazuje prawo) to działania na granicy porządku prawnego – próba „naprawiania bezprawia metodami pozaprawnymi”.

Gdzie rację ma Prezydent RP, władze TK i opozycja?

  • Literalne brzmienie Konstytucji: artykuł 194 ust. 1 Konstytucji mówi jasno o wyborze sędziów przez Sejm, ale ustawy ustrojowe wprost nakazują złożenie ślubowania wobec Prezydenta RP. W prawie konstytucyjnym forma ma znaczenie fundamentalne – nie można jej pominąć tylko dlatego, że prezydent zwleka. Ślubowanie złożone przed marszałkiem Sejmu na gruncie dosłownego brzmienia przepisów jest aktem wadliwym.
  • Ostateczność wyroków TK: zgodnie z art. 190 Konstytucji orzeczenia Trybunału są ostateczne i mają moc powszechnie obowiązującą. Konstytucja nie przewiduje procedury, w której premier, minister sprawiedliwości czy marszałek Sejmu decydują, który wyrok jest „ważny”, a który nie. Przyznanie władzy wykonawczej prawa do filtrowania wyroków sądu konstytucyjnego to bezpośrednie uderzenie w trójpodział władzy.
  • Pierwszy grzech koalicji PO-PSL: to odchodząca większość w październiku 2015 r. pierwsza złamała dobre obyczaje ustrojowe, wybierając sędziów „na zapas” i otwierając puszkę Pandory, z której potem skorzystał PiS.

Ignorowanie faktu, że Trybunał przez lata był kadrowo i orzeczniczo sterowany w sposób podważający jego niezależność, a w jego składach zasiadały osoby wybrane z rażącym naruszeniem prawa. Powoływanie się na „literę prawa” w sytuacji, gdy wcześniej tę samą literę wielokrotnie naciągano dla doraźnych korzyści politycznych, brzmi w oczach wielu prawników i obywateli niewiarygodnie.

Kto ma zatem rację?

W sensie standardów państwa prawa i orzecznictwa międzynarodowego silniejsze argumenty moralne i systemowe ma obóz dążący do przywrócenia niezależności TK – diagnoza, że instytucja ta została zdegenerowana i wymaga naprawy, jest podzielana przez większość autorytetów prawnych w Polsce i Europie.

W sensie ścisłego, formalnego legalizmu tu i teraz punktują krytycy rządu – Konstytucja RP nie daje prostych narzędzi do usunięcia sędziów czy obejścia prezydenta uchwałami lub naginaniem procedury ślubowania.

Dlatego wielu wybitnych konstytucjonalistów powtarza, że w tym sporze nikt już nie ma stuprocentowej racji. Mamy do czynienia z pułapką ustrojową: dotychczasowy porządek prawny został na tyle zdemontowany, że nie da się go przywrócić, stosując wyłącznie standardowe procedury przewidziane na czas pokoju instytucjonalnego. Bez politycznego kompromisu lub zmiany samej Konstytucji każda próba siłowego rozwiązania będzie przez drugą stronę zasadnie uznawana za bezprawie.


O autorze

Karol Bancerz

Karol Bancerz

wydawca

Politolog, europeista, dziennikarz specjalizujący się w zagadnieniach związanych z wykorzystaniem AI w polityce. Naukowo zajmuje się analizą dyskursu, propagandą, bańkami epistemicznymi, językiem polityki w sieciach…