Przez lata odpowiedź na pytanie o najważniejszą siłę polskiej prawicy wydawała się oczywista, było nią Prawo i Sprawiedliwość. To wokół tej partii skupiała się zdecydowana większość wyborców konserwatywnych, a kolejne wybory pokazywały, że inne prawicowe ugrupowania mają problem, żeby stworzyć dla niej realną konkurencję. Dzisiaj sytuacja jest bardziej skomplikowana. Obok PiS funkcjonuje Konfederacja, która od kilku lat próbuje zagospodarować część prawicowego elektoratu, a po rozłamie w jej szeregach osobny projekt polityczny stworzył Grzegorz Braun. Nie są to jednak trzy identyczne partie walczące dokładnie o tych samych wyborców. Różnią się podejściem do gospodarki, Unii Europejskiej, państwa, polityki zagranicznej czy kwestii światopoglądowych. Dlatego zamiast pytać, kto „wygra” na prawicy, warto zobaczyć, jak zmienił się sam układ sił po jej prawej stronie.

PiS: partia z największym zapleczem

PiS nadal jest największym ugrupowaniem spośród tych trzech środowisk. W Sejmie ma obecnie 147 posłów. Dla porównania klub Konfederacji liczy 16 osób, a Koło Poselskie Konfederacja Korony Polskiej 3 posłów. Te liczby pokazują jedną rzecz: pod względem reprezentacji parlamentarnej PiS wciąż ma zdecydowanie większe zaplecze. Jednocześnie partia nie ma już takiej pozycji jak w okresie swoich rządów. Od wyborów parlamentarnych w 2023 roku pozostaje w opozycji, a jej konkurenci mają więcej przestrzeni do zabiegania o wyborców. PiS nadal opiera swoją politykę na konserwatywnym podejściu do kwestii społecznych, silnej roli państwa oraz dużym znaczeniu bezpieczeństwa i polityki socjalnej. To model, który przez lata pozwalał partii budować szerokie poparcie - także wśród wyborców, którzy niekoniecznie utożsamiali się z bardziej radykalną prawicą. I właśnie tutaj pojawia się problem dla konkurentów PiS. Żeby odebrać mu wyborców, nie wystarczy być „bardziej na prawo”. Trzeba jeszcze zaproponować coś, czego PiS nie oferuje.

Konfederacja: prawica bardziej gospodarcza

Konfederacja przez lata budowała swoją rozpoznawalność przede wszystkim wokół kwestii gospodarczych. Obniżanie podatków, ograniczanie biurokracji i większa swoboda działalności gospodarczej stały się ważnymi elementami jej przekazu. Z czasem do tego doszły kwestie migracji, stosunku do Unii Europejskiej, polityki zagranicznej i spraw światopoglądowych. Ważnym momentem dla Konfederacji były wybory prezydenckie w 2025 roku. Jej kandydat Sławomir Mentzen otrzymał 2 902 448 głosów, czyli 14,81 proc. To nie oznacza automatycznie, że wszyscy jego wyborcy byli wcześniej wyborcami PiS. Pokazuje jednak, że Konfederacja dysponuje własnym, dużym zapleczem społecznym. Jej problem polega na czymś innym: musi jednocześnie zachować własną tożsamość i odpowiadać na oczekiwania wyborców, którzy mogą mieć część poglądów wspólnych z PiS, ale nie chcą głosować na tę partię. Konfederacja znajduje się więc pomiędzy dwoma potrzebami. Z jednej strony musi odróżniać się od PiS, z drugiej pozostaje częścią szeroko rozumianej prawicy i konkuruje o część podobnego elektoratu.

Braun i polityka protestu

Jeszcze inaczej działa środowisko Grzegorza Brauna. Braun przez pewien czas był częścią Konfederacji, ale w 2025 roku jego środowisko zaczęło funkcjonować oddzielnie. W Sejmie powstało Koło Poselskie Konfederacja Korony Polskiej, które obecnie liczy trzech posłów. Braun od lat buduje swoją pozycję przede wszystkim na mocnym przekazie dotyczącym suwerenności państwa, krytyce Unii Europejskiej, polityce zagranicznej oraz kwestiach światopoglądowych. Jego wynik w wyborach prezydenckich z 2025 roku był niższy od wyniku Mentzena, ale nadal znaczący: Braun otrzymał 1 242 917 głosów, czyli 6,34 proc. To ważne przede wszystkim z jednego powodu. Pokazało, że poza wyborcami PiS i Konfederacji istnieje również grupa osób gotowych poprzeć jeszcze bardziej odrębny projekt polityczny. Nie oznacza to jednak, że wyborców Brauna można po prostu nazwać „radykalniejszą Konfederacją”. Jego środowisko ma własną strukturę, własny przekaz i własne cele polityczne.

Rozłam, który zmienił układ

Powstanie osobnego środowiska Brauna jest ważne także dlatego, że pokazuje wewnętrzne napięcia na prawej stronie sceny politycznej. Jeszcze kilka lat temu Braun był jednym z polityków Konfederacji. Dzisiaj jego środowisko działa oddzielnie, a w Sejmie ma własne koło. To zmienia sposób patrzenia na prawicę. Nie można już mówić o Konfederacji jako o jednym środowisku skupiającym wszystkie bardziej radykalne nurty tego obozu. Co więcej, podział nie dotyczy wyłącznie kwestii personalnych. Za różnicami między tymi środowiskami stoją także odmienne wizje tego, jak powinna wyglądać polityka. Dla jednych najważniejsze są kwestie gospodarcze i ograniczenie roli państwa. Dla innych - suwerenność, polityka zagraniczna czy kwestie światopoglądowe. PiS z kolei od lat buduje szerszy projekt, który łączy konserwatyzm społeczny z rozbudowaną rolą państwa.

Trzy różne sposoby budowania poparcia

Właśnie tutaj najlepiej widać różnicę między trzema środowiskami. PiS ma rozbudowane struktury, doświadczenie rządowe i największą reprezentację parlamentarną. Konfederacja próbuje wykorzystać niezadowolenie części wyborców z tradycyjnej polityki i mocno akcentuje kwestie gospodarcze oraz ograniczenie ingerencji państwa. Środowisko Brauna stawia na zdecydowanie bardziej bezkompromisowy przekaz dotyczący suwerenności, Unii Europejskiej i kwestii światopoglądowych. Nie chodzi więc tylko o to, kto jest bardziej na prawo. Każde z tych środowisk próbuje odpowiedzieć na trochę inne oczekiwania wyborców.

Wyniki wyborów prezydenckich z 2025 roku są dobrym punktem odniesienia. Mentzen otrzymał 14,81 proc. głosów, a Braun 6,34 proc. Łącznie było to ponad 21 proc. głosów oddanych w pierwszej turze na tych dwóch kandydatów. Nie można jednak na tej podstawie stwierdzić, że cały ten elektorat należy do jednego politycznego obozu. Wybory prezydenckie rządzą się innymi prawami niż parlamentarne, a wyborca może inaczej głosować na prezydenta i inaczej na partię. Wyniki pokazują jednak coś istotnego: prawicowy elektorat nie musi wybierać między PiS a jedną alternatywą. Ma do dyspozycji kilka różnych projektów. To właśnie jest największa zmiana w porównaniu z okresem dominacji PiS na prawej stronie sceny politycznej.

Czy PiS może odzyskać dawną pozycję?

Tego nie da się dziś rozstrzygnąć. Można natomiast wskazać, z jakim problemem musi mierzyć się partia. PiS ma największe zaplecze parlamentarne spośród omawianych ugrupowań, ale jednocześnie nie jest już jedyną partią, która może przyciągać wyborców o prawicowych poglądach. Konfederacja ma własną markę i własne zaplecze. Braun stworzył jeszcze bardziej odrębny projekt. Oznacza to, że część wyborców, która wcześniej miała przede wszystkim jedną dużą partię do wyboru, może dziś wybierać między kilkoma ofertami. Dla PiS oznacza to konieczność konkurowania nie tylko z partiami centrowymi i lewicowymi, ale również z ugrupowaniami znajdującymi się po tej samej stronie sceny politycznej.

A kto właściwie kontroluje prawicę?

Jeżeli przez „kontrolę” rozumieć liczbę posłów, odpowiedź jest prosta: PiS pozostaje największą z omawianych formacji. Jeżeli jednak pytanie dotyczy tego, kto ma największy wpływ na całą prawą stronę polskiej polityki, sprawa wygląda znacznie mniej jednoznacznie. PiS ma skalę i doświadczenie. Konfederacja ma własną, wyraźną tożsamość i zaplecze wyborcze. Braun pokazuje natomiast, że istnieje również przestrzeń dla projektu politycznego, który nie chce mieścić się w ramach żadnej z tych dwóch formacji. Dlatego dzisiejszej prawicy nie da się już opisać jako jednego bloku. Bardziej trafne wydaje się określenie jej jako rynku kilku konkurujących ze sobą ofert. Ich wyborcy mogą mieć podobne poglądy w niektórych sprawach, ale nie oznacza to automatycznie, że są częścią jednego elektoratu. I właśnie to jest najciekawszą zmianą: pytanie nie brzmi już tylko „PiS czy ktoś inny?”. Coraz częściej brzmi „który z kilku prawicowych projektów najlepiej odpowiada na konkretne oczekiwania wyborcy?”


O autorze

Małgorzata Piotrowska

Małgorzata Piotrowska

współpracowniczka